Nowości
adwokat warszawa |Kursy Pierwszej Pomocy |Kredyt mieszkaniowyPo godzinie marszu nie ulegało
„Po godzinie marszu nie ulegało już najmniejszej wątpliwości, że złośliwy chochlik karpacki wodzi nas za nos po bezdrożach. Dolina odchyliła się w kierunku wschodnim. Inżynier S. wyrażał przypuszczenie, że jesteśmy w lasach perehińskich i maszerujemy w stronę Osmołody. Spotykaliśmy często stada jeleni. Co chwila jarząbki zrywały się z furkotem przed nami, od czasu do czasu płoszyliśmy głuszce, które wzlatywały z ciężkim łopotem skrzydeł i szybko znikały we mgle. Godzina wlokła się za godziną, a świadomość, że zabłądziliśmy na dobre, ciążyła na naszych nastrojach.
Około godziny trzeciej po południu mgła się podniosła, odsłaniając wspaniałą panoramę. Byliśmy u zbiegu trzech rozległych dolin. Zboczem jednej z nich szliśmy dotychczas, druga skręcała pod kątem prostym w lewo. Ktoś wyraził przypuszczenie, że musi to być dolina Mołody. Trzecia odchodziła w kierunku południowowschodnim. Inżynier S. twierdził, iż wśród wyniosłych gór piętrzących się przed nami poznaje szczyt o charakterystycznym kształcie, usprawiedliwiającym wymowną nazwę ,,Jajko" Wywiązała się na ten temat ożywiona sprzeczka pomiędzy nim a kapralem C, który przypomniawszy sobie nagle o swej godności „przewodnika", uniósł się ambicją i poczuł się obrażony polemicznymi uwagami inżyniera. Musiałem przy pomocy podpułkownika Demla łagodzić wzburzone temperamenty. „Jajko" czy nie „Jajko", jedno było jasne, mianowicie, że odbiliśmy się silnie ku wschodowi. Należało więc skręcić pod kątem prostym w prawo i na przełaj, poprzez grań, przedostać się do sąsiedniej doliny.“(1)
filmiki sportowe |